Samolot zniknął
Taka zła nie byłam od dawna. Zagryzłam wargi, zamknęłam oczy i zaczęłam liczyć. Jak byłam małą zbuntowaną dziewczynką, mama mówiła mi, że to najlepsza metoda walki ze złością. Wtedy nie wierzyłam. Nie sądziłam, że to może zadziałać. Teraz nie pozostało mi nic innego. Pomyślałam, że może warto przetestować ten sposób raz jeszcze.
"Nie gniewaj się na mnie, proszę" - Michał dotknął delikatnie mojego ramienia. Odsunęłam się. "Po prostu chcę być sama" - odpowiedziałam i poczułam jak po policzku delikatnie spływają mi łzy. Tak bardzo chciałam lecieć na ten urlop. Nie mogłam się doczekać. Spóźniliśmy się na samolot. Prosiłam, mówiłam, że pora wychodzić. "Mamy jeszcze czas" - to odpowiedź na wszystko. Zwykle się udawało. Teraz też do wierzyłam do ostatniej chwili i choć wskazówki na moim zegarku nie dawały mi nawet największych szans, to wciąż miałam nadzieję. Mężczyźni...
"Mam na ciebie straszną ochotę" - wyszeptał mi do ucha i próbował odsunąć majtki na bok. Ja też miałam chęć. Na szczęście zdrowy rozsądek szybko sprowadził mnie na ziemię. Odsunęłam się, pocałowałam delikatnie różową główkę przygotowaną na sprośne zabawy i sięgnęłam po koszulkę. "Musimy już iść. Poczekaj kilka godzin. Zaraz będziemy w Hiszpanii i zrobisz z moim tyłeczkiem co tylko będziesz chciał" - uśmiechnęłam się i uciekłam na drugą stronę łóżka.
Wydawało się, że zrozumiał. Podciągnął spodnie i spojrzał na mnie swoimi pięknymi oczami. Chwilę później znowu stał obok. "Zdążymy" - wyszeptał i zaczepiał mnie swoim przyjacielem. "Kochanie, u nas nawet szybki numerek trwa godzinę. Nie skuszę się tym razem. Będę się denerwować" - odpowiedziałam i próbowałam dalej uciekać. Schowałam się po drugiej stronie łóżka. Michał za żadne skarby nie chciał się poddać. "Kilka minutek, z zegarkiem w ręku. Obiecuję" - prosił tak ładnie, że nie chciałam odmawiać. Mimo wszystko, starałam się zachować zimną krew: "Nie, ubieraj się. Ja już jestem prawie gotowa".
Dogonił mnie, zsunął moje majtki: "Muszę cię bzyknąć. Daj mi chociaż chwilkę" - nic więcej nie powiedział. Moje obawy też nie odniosły żadnego skutku. Kilka sekund później jego twardy, gruby penis próbował wejść do mojej cipki. Mimo całego stresu, była wilgotna. Wsunął delikatnie tylko żołądź. Z całą resztą nie mógł sobie poradzić. Stres jednaj dał się we znaki i mocno mnie zacisnął. Michał poślinił dwa palce i wsunął je delikatnie we mnie. Do tak przygotowanego gniazdka jego penis mógł już spokojnie zajrzeć.
Na początku nie odczuwałam zbyt dużej przyjemności. Leżałam na plecach, kolanami ściskałam jego biodra. Złapał mnie za nogi i zarzucił je sobie na ramiona. "Au!" - jęknęłam. Poczułam go w sobie głęboko, bardzo głęboko. Przez cały czas patrzyłam mu prosto w oczy, rzadko to robimy. Jesteśmy ze sobą długo, uprawiamy zwierzęcy seks, by nadać naszemu związkowi pikanterii, zapominamy często o prostym kontakcie. Tym razem go nie zabrakło. Szok, kochaliśmy się tylko jakieś 13 minut, a ja doszłam. Dwa razy. Długie związki mają jednak swoje uroki. Któż mógłby równie dobrze znać moje ciało? Może za parę lat będzie to możliwe w dwie minuty? Wtedy zdążymy na samolot...
Pani Redaktor
Zobacz także:
Kontynuacja wieczoru
Czułe miejsce II
Samej nie wypada?
































