Erotyczny.pl

wyszukiwanie zaawansowane

Felietony

W poszukiwaniu nowej Marylin Monroe

fot. Magda Danaj
WP | 2010-08-26 (13:30) | komentarzy
  A A A

Weteran branży, mistrz nad mistrze i wzór do naśladowania - Hugh Hefner, któż nie chce, choć na chwilę wcielić się w gospodarza słynnej willi. Są rzeczy, które o wiedzą o nim wszyscy. W tym dwie podstawowe: jest szefem Playboya, jego osoby nigdy nie opuszcza towarzystwo wystrzałowych lasek.

Są też fakty, z których mało kto sobie zdaje sprawę. HH wychowany został w rodzinie Metodystów o surowych zasadach moralnych. Skorupka musiała być impregnowana, bo nasiąkła moralną wstrzemięźliwością, a na starość trąci rozpustą.

Życie Hefa jest typowym amerykańskim przykładem kariery od zera do milionera. Wprawdzie w jego przypadku zero (na przekór matematyce) równało się osiem tysięcy dolarów, ale nie oszukujmy się. Toż to ledwo starczyło na waciki. Hugh nie jest głąbem, z ilorazem inteligencji określonym na 152 wiedział jak pomnożyć "zielone".

Pierwszy numer Playboya zawierał zdjęcie Marylin Monroe. Nagiej, ma się rozumieć. Po latach nadal łączy MM i HH niezwykła więź. Ponoć Hef wykupił kryptę tuż obok seks-bomby wszech czasów. Może spotkają się w niebie i podziękują sobie nawzajem?

Hef postanowił połączyć przyjemne z pożytecznym, zamienił sypialnię w biuro (a może w biurze zrobił sypialnię?). Sypialnia stała się jednym z kluczowych pomieszczeń w życiu Hefa. Ponoć boss jada w niej wszystkie posiłki. Przewinęło się przez nią ponad dwa tysiące króliczków. Bywało, że brakowało dla nich miejsca, jak na przykład podczas jednej z imprez urodzinowych Hefa, na której zjawiło się osiemnaście playmates. Party zostało przeniesione do słynnej groty z gorącymi źródłami.

Symbolem Playboya jest królik, takoż i miłośnicy tych zwierząt postanowili odwdzięczyć się słynnemu wydawcy za wkład w popularyzację tego zwierzęcia. Nazwali jeden z gatunków: Sylvilagus Palustris Hefneri. Cokolwiek by to znaczyło.

Co ciekawe - rancho Hefnera jest jedną z niewielu prywatnych posiadłości posiadających licencję na prowadzenie zoo. Nie wystarczyłby papier na fermę królików?

Magazyn sprzedaje się coraz gorzej, a imperium zwane Playboy Enterprises tonie - może nie tak spektakularnie jak Titanic (jak niektórzy by chcieli), ale nieubłaganie nabiera wody. Udziałowcy z przerażeniem w oczach obserwują napalonego osiemdziesięcioczterolatka, jak ugania się za biuściastymi blondynami po swoim zoo. Utrzymanie Playboy Mansion to pewnie jeden z kluczowych kosztów firmy. Z drugiej strony - jego efekt marketingowy jest nie do przecenienia.

Kto będzie kupował Playboya, gdy zostanie odarty z legendy? Z nafaszerowanym viagrą bossem, którego ostatnia ikoniczna postać - Pamela Anderson - ma już czterdzieści trzy lata i czasy świetności dawno za sobą.

Aby uczcić pierwszy milionowy nakład swego czasopisma Hef wynajął stadion piłkarski w Chicago i zorganizował jeden z najbardziej spektakularnych festiwali jazzowych w historii - Playboy Jazz Festival. Może siwy, starszy pan, zamiast kręcić pornole, pod koniec swego żywota wypromowałby nową gwiazdę jazzu, zamiast bezskutecznie szukać kolejnych wcieleń Marylin Monroe?

Michał Żuk

Zobacz także:

Wolny wybór?

Głodnemu chleb na myśli

Uwodzenie jest proste (na papierze)

następna 1 2 z 2
oceń
1
0
Podziel się

Opinie (0)

Pozostało znaków: 4000

[Pokaż regulamin]

REGULAMIN

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

Zakupy